Thursday, 26 March 2009
destiny
zawsze wierzylam w przeznaczenie i ze nic nie dzieje sie bez powodu. wiara w przyczynowosc kazdej sytuacji pomogla mi przetrwac kiepskie chwile, bo przeciez to wlasnie dzieki tej kiepskiej chwili MUSI wydarzyc sie cos pozytywnego... nie mam zadnych dowodow, ze to dziala. ale nadal lubie w to wierzyc. i jeszcze czasem takie smieszne sytuacje jak dzis. bylam dzis w VIP dwa razy. pierwszy klient, mlody anglik, troche arogancki, urodzil sie 12 listopada. drugi, amerykanin w srednim wieku, przemily, urodzil sie 13 listopada. ja urodzilam sie 14 listopada. co z tego wynika? 26/27 marca noca skorpionow:))))
Monday, 23 March 2009
slabo, slabiutko
tak czuje sie zupelnie bezsilna, a nie lubie tego uczucia. ale to na wlasne zyczenie. a zaczelo sie tak...
jako, ze postanowilam byc new do-mi, taka, co nie pije, nie pali i generalnie zdrowy tryb zycia uprawia, to staram sie trzymac nowych postanowien, bo wiek juz taki, ze trzeba swojemu cialu i umyslowi dac troche odpoczac od hard-cora:)
ale wiadomo - postanowienia postanowieniami, a zycie zazwyczaj pisze inny scenariusz. nie jest zle tak naprawde, ale znajac siebie, jak zaczne od poczatku po wo lu tku wracac do starych przyzwyczajen (co zauwazylam ostatnio w pracy), to za miesiac dwa bede w centrum tornado again. a tego nie chce...
w zwiazku z powyzszym podjelam drastyczne srodki detoksykacyjne, a mianowicie glodowke. ma ona oczyscic moj organizm ze zlogow oraz pomoc mi zmienic troszke moje i tak juz bardzo dobre zwyczaje zywieniowe. chcialbym sie pozbyc uzaleznienia od slodyczy, ktore pojawilo sie odkad przestalam palic papierosy. a to starszne dla mnie, bo nigdy za slodyczami nie przepadalam:(
dzis jest czwarty dzien glodowki, tylko na wodzie, jestem slaba jak zlota rybka wyjeta akwarium, ale mam nadzieje, ze to organizm pozbywa sie tych wszystkich starsznych rzeczy, ktore zmuszaja mnie do jedzenia slodyczy, palenia papierosow i picia alkoholu:)))) wlasnie tak to sobie wizualizuje, jak w "bylo sobie zycie".
no, jest bosko, boli mnie glowa, oczy, ramiona i jeszcze ciocia do mnie przyjechala z ameryki!!! dam rade? oto jest pytanie...
Tuesday, 3 March 2009
jest pierwsza. w nocy...
och tyle mialam planow na ten dzien, naprawde wiele rzeczy mialo sie zdarzyc - domowo, a potem yoga, a potem spotkanie, a potem radosnie i w podskokach zamierzalam dotrzec do pracy i zarobic mnostwo kasy.
taaa. domowo i owszem, sie udalo, a potem monotonny dzwiek deszczu za oknami zaczal wstukiwac mi do glowy pewna bardzo kuszaca mysl - a moze by tak nigdzie nie isc. ta mysl tak slodka rosla i potezniala, a kiedy przyjaciolka odwolala spotkanie, mysl przerodzila sie w postanowienie. nigdzie nie ide. zapytalam jeszcze na wszelki wypadek swojej kobiecej intuicji, a ona ochoczo potwierdzila moje obawy zwiazane z wychodzeniem z domu.
od razu tak mi sie lekko zrobilo na duszy, glowa mnie przestala bolec i mlodsza sie poczulam i ladniejsza. i mnostwo energii mnie dopadlo. zapragnelam zrobic cos przyjemnego, ale kreatywnego.
i udalo sie.
upieklam ciasto. mialam ochote je upiec juz dawno temu, ale czasu bylo brak, a taki deszczowy wieczor idealny na wypieki:)
upieklam pysznego (mam nadzieje, bo jeszcze za goracy, zeby sprobowac) plesniaka, ktory sti sobie cichutko w kuchni i czeka na swoje 15 minut porannej slawy, kiedy chlopcy przyjda na kawe przed praca, a zaspany Karol bedzie biegl do szkoly w kolejny wiosenny deszczowy dzien. namaste
Friday, 20 February 2009
i uczy sie czlowiek i uczy i uczy...
takie powiedzenie jest, ze cale zycie sie czlowiek uczy. no, to wszyscy wiedza. teoretycznie. praktycznie, ja osobiscie, zdaje sobie z tego sprawe bardzo opornie i wciaz o tym zapominam. na razie ucze sie, ze cale zycie sie czlowiek uczy... nigdy nie bylam dobra w szkole, zawsze bujalam sie zawieszona myslami gdzies w oblokach albo w oczach lub dloniach obecnej "nacalezycie" milosci...
w nielicznych chwilach jasnosci umyslu cenie sobie bardzo towarzystwo osob madrzejszych ode mnie. madroscia zyciowa. zawsze takie osoby mnie fascynowaly nieziemsko i zawsze krecilam sie wokol nich niczym zapomniany ksiezyc wokol waznej planety. jesli to byli mezczyzni to zazwyczaj sie w nich zakochiwalam, bardziej lub mniej platonicznie (no comment:). jesli to byly kobiety - zamieralam porazona szacunkiem dla ich madrosci, a nastepnie wycofywalam sie cichutko do swojego kacika za miotla: tak, to ja, szara myszka...
dzis po raz kolejny spotkalam kobiete, ktora znam od niedawna. fascynuje mnie niesamowicie. jest piekna latynoska, silna i subtelna, radosna i wladcza, niezalezna i bardzo wrazliwa... biseksualna z naciskiem na kobiety, wpatrzona we mnie...
na razie nie jestem gotowa na myslenie o kolejnej zyciowej lekcji... ale mam ochote byc na tych zajeciach. zobaczymy jutro (dzisiaj) jak wstane, czy zmienie zdanie, czy przy tym zostane (to z kochanowskiego oczywiscie)
Subscribe to:
Posts (Atom)